Chiny

posted in: Z Archiwum | 0

478_chiny kopiaKiedy w latach 60-tych, moich latach studenckich dane mi było zobaczyć Paryż, filigranowa kuzynka Monique zaprowadziła mnie do chińskiej restauracji. W ogóle była zafascynowana Chinami i ich wielowiekową kulturą. Wywijała pałeczkami jak prawdziwa Chinka, i nikt by się nie spodziewał, że może zjeść aż tyle. Ja zaś, przybysz z głębokiego komuchowa, gdzie wszystkiego permanentnie brakowało, upajałam się wielością potraw, smaków i barw życia. Jazzowe piwnice, coca cola, no i te Chiny. Z Warszawy znałam restaurację Szanghaj, a na uczelni miałam chińskich kolegów – dwóch z Chin i jednego miejscowego.

Teraz doczekałam czasów, gdy chińskie produkty na naszym rynku są tak powszechne, że zaczynają nas zalewać ilościowo. Tym bardziej warto pamiętać skąd i dlaczego są takie tanie.

Produkty z napisem „Made in China” wytwarzane są często w obozach pracy. Jest ich obecnie 1045 i więzionych jest w nich 6,8 miliona ludzi. Tylko część z nich to kryminaliści. Większość zaś to skazani za tzw. „zbrodnie polityczne”, i my doskonale zdajemy sobie sprawę, co się za tym kryje.  Laogai – chiński system obozów pracy  wzorowany jest na sowieckim gułagu. Archipelag laogai stał się częścią składową nie tylko chińskiego „wymiaru sprawiedliwości”, ale i – gospodarki. Więźniowie pracują tam w nieludzkich warunkach. Więźniarki zmuszane są do aborcji, kwitnie handel organami do przeszczepów, panuje terror.

Nie jest możliwe abyśmy mogli odróżnić czy dany, konkretny produkt wykonany jest w fabryce, czy w obozie pracy. Przedsiębiorstwa zawierają umowy z obozami i potem firmują swój towar. Ale także każdy z obozów ma dwie nazwy – oficjalną, właśnie firmową, oraz drugą nadaną przez Ministerstwo Sprawiedliwości.

Oczywiście w tych warunkach nie można mówić o prawdziwej wolności, do której należy na przykład wyznawanie własnej religii. Katolicy chcący praktykować, trafiają do więzień i obozów choćby za zakłócanie spokoju publicznego lub za uczestniczenie w nielegalnych zgromadzeniach. A najdłuższe wyroki otrzymują księża i zakonnice. I chociaż dziś sytuacja chińskich katolików jest nieco lepsza niż za czasów rewolucji kulturalnej, to władzom w Pekinie wciąż nie zależy na normalizacji,. Tym bardziej napawa nadzieją list Ojca Świętego Benedykta XVI do chińskich katolików. Duża jego część poświęcona jest omówieniu sytuacji Kościoła w Chinach – warunkom w jakich działa oraz podziałom panującym wśród wiernych. Papież podkreślił też w nim nieocenioną wartość cierpienia i prześladowań znoszonych przez chińskich katolików, wzywając wszystkich do jedności i pojednania. Jest to prawdziwie historyczny dokument – doniosła nasza prasa – gdyż po raz pierwszy Papież napisał taki list do wspólnoty katolickiej w jednym regionie. List Ojca Świętego – powiedział jeden z chińskich hierarchów – może stać się punktem startu w dialogu między przedstawicielami duchowieństwa a władzami, a dla samego Kościoła punktem zwrotnym.

W Chinach liczących obecnie 1 mld 300 mln mieszkańców szacuje się, że jest 8 do 12 milionów katolików. W stosunku do liczby mieszkańców nie jest to duży procent, ale przecież każdy człowiek ma prawo do własnej drogi, ku Bogu także.

Miejmy nadzieję, że zbliżająca się Olimpiada w Pekinie przybliży nie tylko Chiny nam, ale także świat zbliży się do Chin. Będzie to na pewno impulsem do zmian na lepsze.

A póki co, postanowiłam nie korzystać z owoców niewolniczej pracy w Chinach, i poszłam na zakupy po nowy garnek, na polski bazar, z produktami z polskich fabryk. Garnek miał firmę polską wyraźnie wypisaną na obudowie. Ale gdy go przyniosłam do domu, na maleńkiej nalepce od spodu odczytałam, przy pomocy szkła powiększającego, że jednak – wyprodukowano go w Chinach. Nie ma ucieczki.

(2007 r.)

Leave a Reply

*