Piękny Syn

559_peiknysyn kopiaJak się okazuje dożyliśmy Nowego Roku, i chwała Panu! A więc – wszystkiego najlepszego w tym Nowym, 2014 Roku, no bo przecież nigdy nie życzymy sobie – czegoś gorszego. Żyję już dość długo żeby wyciągać prawomocne wnioski, i jak zaobserwowałam, zawsze jest gorzej niż było przedtem. A jednak okazuje się, że ten następny rok znów może być  gorszy od poprzedniego, więc poprzedni przez sam ten fakt  staje się jakby nieco lepszy…. I tu tylko krok do stwierdzenia, że dawniej to bywało lepiej. Czyli że odczucia – lepiej lub gorzej – są najczęściej subiektywne. Święta i Nowy Rok minęły spokojnie, przynajmniej dla mnie. Nie było jakichś specjalnie ekscytujących wydarzeń, oprócz może Świętego Mikołaja. który w tym roku jak zwykle mnie zaskoczył. A przecież napisałam do niego list, że chciałabym dostać ziarnistą kawę, a dostałam – aparat fotograficzny. Nowoczesny. Bo mam jeszcze taki tradycyjny, na klisze.  Ale widocznie stwierdził – ten Mikołaj oczywiście – że bardziej pasuje mi aparat nowej generacji. No cóż.  Znów trzeba będzie uczyć się czegoś nowego, nie ma lekko. W ten sposób człowiek nigdy nie ma tego wymarzonego świętego spokoju, tylko musi się wciąż doskonalić.

Ostatnio w moim kręgu hitem okazał się film dokumentalny pod tytułem: „Jakiego pięknego syna urodziłam”. To nie jest jakaś nowość, ale akurat teraz stał się aktualny. Sam temat filmu nie jest niezbyt skomplikowany – oto jego autor, twórca,  nagrywał swoich rodziców w domowych pieleszach, gdy on sam jeszcze nie był wtedy sławnym operatorem filmowym, tylko takim pogubionym młodym człowiekiem,  który może i wie, co chciałaby w życiu robić, ale nie bardzo umie się do tego zabrać, i tak się buja – bez pracy, zmieniając szkoły, balując. Zupełnie jak pewna bliska mi osoba! I choć jest już dawno pełnoletni, to wciąż na utrzymaniu rodziców. Więc nie ma się co dziwić, że ci rodzice nad tym ubolewają. Po swojemu. Widząc jak chłopak marnuje czas i życie, próbują mu cokolwiek wtłoczyć do łepetyny. Wygląda to różnie, ale przede wszystkim w ogóle nie trafia do młodego człowieka.

Oczywiście komentarze pod tym filmem, który jest osiągalny Internecie, są też różne, ale przeważnie ludzie stają po stronie młodego poszukującego, a potępiają rodziców. Młodzieniec  zresztą okazał się w dalszych życiu kimś kto jednak osiągnął sukces. Ale wtedy, w tych początkach i w swoich poszukiwaniach, a właściwie  w błąkaniu się bez celu, był naprawdę nieznośny. Taki domowy darmozjad bez cienia empatii dla rodziców.

I chciałabym tutaj pomimo wszystko stanąć w obronie tych rodziców którymi tak wszyscy pomiatają w internecie. No bo spróbujmy się postawić na ich miejscu. Syn nie chce się systematycznie uczyć, obija się, przebywa w podejrzanym z ich punktu widzenia towarzystwie,  nawet upija się (ciekawe na czyj koszt?), nie pracuje. No, ręce opadają! Bo nic do niego nie dociera.

A to jest sytuacja niezbyt obecnie rzadka. Powiedziałabym nawet, że spotykana częściej niż myślimy. Obecni młodzi ludzie w tych wolnościowych warunkach mają swobodę wyboru, ale nie tak do końca. Bo są ograniczeni wieloma warunkami, punktami, rankingami itd. Itp. Wolny wybór dotyczy więc tylko pewnego zakresu możliwości. Oczywiście jeśli ktoś się uczy bardzo dobrze, to nie ma takich problemów. Ale  tych prymusów znów nie ma aż tak wielu. Są za to zwyczajni młodzieńcy, którzy lubią może coś poczytać, ale też -pograć w piłę, nawet spożyć czasem jakieś piwko,  czy robić inne rzeczy, związane z wiekiem. Przeważnie jeszcze nie myślą o jakże dalekiej przyszłości, a raczej – o najbliższym wieczorze.

Czasem coś tam mgliście im miga w głowie, że to czy tamto.

I tu przypominają mi się trzy punkty, które w mojej młodości były jakby pewnikami. Po pierwsze – słuchało się rodziców, ich głos był decydujący, cokolwiek się o nich myślało i czy się akceptowało, czy nie za bardzo, to co mówili. Po drugie było wiadomo, że trzeba się uczyć. Owszem, można było nawet balować, ale do jakiejś szkoły chodziło się systematycznie, choć może nie codziennie, czasem repetując. No i po trzecie – na noc wracało się do domu, choćby na czworaka, i  nawet po najlepszej balandze. To była droga do udanej przyszłości.

(7.01.2014)

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

WP Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com