Ojciec Walter Ciszek

568_ojsciecwalterciszek kopia“Historia Ojca Waltera Ciszka była dla mnie ogromnym wstrząsem, i czytałam ją z głębokim wzruszeniem – napisała do nas Pani Teresa z Warszawy. – Nie potrafię oddać tych chwil, kiedy płakałam razem z nim, a serce moje drżało przy wielu opisach jego udręk i strasznych przeżyć. Szczególnie więziennych, gdy każdy dzień mógł być ostatnim, lecz nie budziło to grozy, ale raczej dawało nadzieję na ulgę. I nie chodzi nawet o jakąś wyrafinowaną stronę literacką tych wspomnień, która jest raczej skromna, lecz o głębię jaka się kryła pod pozornie chłodnym tekstem.

Patrzymy na obrazy kataklizmów i wojen każdego dnia. Specjaliści od przekazu telewizyjnego dbają, by te obrazy były nie tylko charakterystyczne dla rodzaju opisywanych zdarzeń, ale do tego aby były piękne medialnie, z kształtnymi sylwetkami samolotów na tle łopoczących flag i pustynnymi krajobrazami w tyle. Bo jakże tu ukazać wagon towarowy ze szparami w bocznych ścianach i bez okien, z dwoma rzędami drewnianych ławek, słomą na podłodze i wentylatorem u góry, a za resztę wyposażenia mającym starą dziurawą bańkę na naftę w charakterze piecyka oraz cuchnące wiadro zastępujące toaletę. I podróż tym wagonem, jak ta ze Lwowa na Ural, przez Kijów i Winnicę, Briańsk, Kaługę do Gorkiego, potem na wschód do Kazania i Ufy, a wreszcie na północ do Czusowoj, wreszcie niedaleko Permu…”

            List ten skłonił mnie do sięgnięcia po książki – “Z Bogiem w Rosji” i “Bóg mnie prowadzi”, w których zawarta jest ta długa, skomplikowana i prawie niewiarygodna historia, przebiegająca przez życie całego pokolenia wielu jeszcze żyjących pośród nas, a która rozpoczęła się w pamiętnym 1939 roku. Zakończyła zaś w roku 1963, gdy w zamian za dwóch agentów rosyjskich ówczesny Związek Radziecki zdecydował się wypuścić dwóch obywateli amerykańskich, dwóch księży. Historia ta aż prosi się o film niemal w stylu hollywoodzkim, choć dla Stevena Spielberga pewnie mało atrakcyjna. To dzieje nieustraszonego młodego jezuity, który po nowicjacie w Wernersville, kontynuował studia w Woodstock, bardziej znanym naszym uszom z zupełnie innej strony, aż po Rzym – gdzie specjalizował się przed święceniami kapłańskimi w obrządku bizantyjskim czyli wschodnim. Po tym przybył, właśnie w 1939 roku, do Polski gdzie został proboszczem w Albertynie, i gdzie pochłonęła go wielka fala II Wojny Światowej. Gdy ta fala ponownie spłynęła na Wschód, został jakby wessany w rozległą, obcą i nieznaną ziemię Związku Radzieckiego, i więcej o nim nie słyszano.

Tymczasem Ojciec Walter Ciszek powrócił z tego dwudziestotrzy- letniego wygnania, z czego aż piętnaście lat – w obozach pracy,  już jako człowiek dobrze ukształtowany, gdy miał lat ponad pięćdziesiąt, i wyglądał, gdy tak stał na stopniach samolotu, jak krzepki Rosjanin, niemal członek jakiejś ichniej delegacji kołchozowej. Powrócił z kopalni i obozów pracy na Syberii z włosami całkiem białymi, z rękami powykręcanymi od pracy górnika i mechanika. Lecz nie złamany, i z umysłem nie zdeprawowanym, ale z sercem pełnym współczucia dla ludzi, którym poświęcił całe swe życie jako kapłan. Bo nigdy nie zwątpił w swą siłę i obowiązki kapłańskie. Nigdy nie kwestionował wiary, w której został ochrzczony i wyświęcony, by być drugim Chrystusem.

“Zanim kur zapieje, trzykroć się mnie zaprzesz” – to zdanie Jezusa wypowiedziane do Piotra każdy chyba zna. I co ważniejsze – pamiętamy, jak było dalej. Bo tacy właśnie jesteśmy – jakże ludzko niekonsekwentni. Mamy tak wiele dobrych chęci, a tymczasem gdy prawdziwe życie zsyła nam jakiś egzamin, postępujemy zupełnie inaczej, niż byśmy chcieli.

“Bóg nie żąda od nikogo niemożliwości – zapisał Ojciec Ciszek w swoich wspomnieniach. – W istocie nie żądał ode mnie więcej, niż wymaga od każdego człowieka, każdego chrześcijanina w każdym dniu jego życia. Żądał tylko, abym nauczył się widzieć tych ludzi cierpiących dokoła mnie, i te okoliczności życia, jako zesłane Jego ręką i zarządzone przez Jego Opatrzność. Musiałem się nauczyć wierzyć w to bez względu na okoliczności i działać zgodnie z tym – z pełną ufnością i wiarą w Jego wolę, mądrość i łaskę.”

Różne egzaminy stawia przed nami życie. Różne egzaminy stawia przed nami Bóg “nim zapieje kur”. Ale to są zawsze takie same egzaminy.

(Kochane Życie, sierpień 2009)

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

WP Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com