Ręka w nocniku

595_rekawnocniku kopiaJest takie popularne powiedzonko, że ktoś obudził się z ręką w nocniku. Co ma oznaczać totalne niemiłe zaskoczenie. I już dalej nie wiem jak to powiedzieć, żeby nie odkryć zbyt szybko wszystkich kart ale żeby jakoś sensownie stopniować napięcie  zawarte w tej historii.

Otóż zaczyna się to wszystko  bardzo wcześnie, gdy dziecko rozpoczyna szkolę. Rodzice mądrze stwierdzają, że przydał by się jemu (lub jej) –  komputer. Będę operowała tutaj rodzajem męskim bo on akurat w tym przypadku statystycznie przeważa.

Różne są modele postępowania. Czasem dziecko dziedziczy komputer po którymś z rodziców jako starszy typ, po zakupie nowego. Czasami kupuje się dla ucznia sprzęt używany i okazyjnie, oczywiście przez Internet. Bywa że cała rodzina składa się na laptop bo chłopak idzie do szkoły na wyższy stopień kształcenia, na przykład do liceum lub na studia.

Znam każdą z tych dróg, bo wszystko to już przećwiczyliśmy, na licznych potomkach. Ostatnia ścieżka, taka komputerowa mapa drogowa, jest wytyczona obecnie gdy najmłodszy adept zbiera mozolnie od jakiegoś czasu i przy każdej okazji sumki wręczane mu na ten cel przy różnych świętach, uroczystościach i jubileuszach. Na co dzień ćwiczy na domowym rzęchu i aż piszczy do nowego sprzętu. Podobno mamy zrobić już ostatnią zrzutkę na najbliższe urodziny  i będzie miał to co chciał.

A potem się zaczyna. Najpierw ukochany sprzęt jest dopieszczany, szanowany, uroczyście używany. Z czasem nieco powszednieje i – wchodzi w krew. Polega to na tym, że młody człowiek spędza przy klawiaturze i ekranie coraz więcej czasu, coraz więcej, coraz więcej… Z czasem inne zajęcia stają się mniej ciekawe, wreszcie kurczą się do niezbędnych, i to podejmowanych z pewną niechęcią, a często – pod przymusem.

Nie, nawet nie chodzi o to, że w tym Internecie szuka się jakiegoś zakazanego owocu. Wcale tak być nie musi. Ale inne zajęcia stają się mniej ciekawe, a wreszcie przeszkadzają w tym jedynym ulubionym hobby. Najpierw zawala się domowe odrabianie lekcji. Z czasem spotkania z koleżeństwem zastępuje – łączność elektroniczna. I wtedy z pokoju młodego uczonego, w środku nocy, słychać niespodziewany rechot dwóch lub nawet kilku głosów, choć jest w nim tylko jeden osobnik. Z czasem obowiązkowa nauka przestaje interesować, zawala się kolejne terminy i – następuje kapitulacja. Ale co tam. Można przecież mieć przerwę w nauce,  jak powtarzanie klasy czy roku. I z czystym sumieniem można wtedy już hulać po wirtualnym świecie. Dzień i noc. No, może nie w dzień, bo wtedy kiepsko widać ekran, za mały kontrast. Zresztą w dzień inni coś robią, uczą się, pracują, wieczorami też czasem mają jakieś zajęcie. Pozostają więc noce.

W ten sposób życie się odwraca. Noc staje się dniem a dzień – nocą.

A co wtedy z posiłkami? No cóż, nie ma mowy o śniadaniu, obiedzie czy kolacji. Bo jeśli wstaje się wieczorem, to wszyscy już szykują się raczej do spania, niż spieszą na śniadanie. I tak dalej. Więc w środku nocy następuje wędrówka do lodówki, i dobrze jeśli jest w niej coś posilnego, na tak zwany ząbek. Można wtedy pochrupać cienkiego kabanosa, ostatecznie zrobić jakąś szybką kanapeczkę. Poderwać ze słoja ogórka kiszonego. A do tego wszystkiego tylko niezbędne są napoje. Kupione w sklepie lub domowa Ice Tea.  Z cytrynką. No i wraca się do swojego kącika z kompem, by dalej śledzić jakieś historie, słuchać muzyki lub zawracać głowę innym którzy może chcieliby już spać o tej porze.

Wszystko to jest bardzo fajne, szczególnie gdy się  opowiada z dystansem i żartobliwie. Gorzej jest, kiedy ma się taki obraz pod bokiem, tuż przez ścianę. W drugim pokoju. I nic nie skutkuje! Ani prośby, ani groźmy, ani obiecanki. Ani roztaczanie okropnych perspektyw,  jeśli chodzi o przyszłość.  Oczywiście można przeczekać. Ale jak długo? Kiedy nie widać żadnego końca tej zabawy.

Opowiadałam o filmie pod tytułem „Pięknego syna urodziłam” To była bardzo podobna historia. Tyle że jeszcze nie było wtedy aż takich dobrych komputerów osobistych. Pocieszać się, że z tego w końcu musi wyniknąć coś dobrego, to doprawdy niewielka  pociecha.

(11.03.2014)

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

WP Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com