Rozmowa

          Po rekolekcjach w Laskach Czesław Miłosz zapisał: „Nastrój ascetyczno – modlitewny wywołuje w nas dziką żądzę wódki i befsztyków!”.

          Tym niecodziennym, smacznym cytatem – a ponieważ zaczęłam ten tydzień od książek to pragnę tym samym zakończyć – chciałabym wprowadzić Państwa w dzisiejszy temat, którym będzie – rozmowa. Co ma rozmowa do Miłosza? Ano, zaraz się wytłumaczę.

          Gdy kiedyś pobierałam nauki dziennikarskie – a już byłam wtedy bardzo dojrzałą osobą – to bardzo mnie interesował temat atrakcyjności tekstów. Atrakcyjny – w dzisiejszym znaczeniu brzmi czasem niezbyt pochlebnie. Ale atrakcyjny po dziennikarsku, to taki styl, który przyciąga, wciąga. Jedną z cech charakterystycznych tego stylu jest wprowadzanie dialogów. Dialog, czyli rozmowa. I już jesteśmy w domu.

          Marcin Witan, dziennikarz radiowy, potrafi rozmawiać. Udowodnił to już i na piśmie, w książce nomen omen „Rozmowy istotne”. Ale też udowadnia to niemal codziennie, w swojej pracy zawodowej.

          Rozmawiać trzeba umieć. Cała rzecz polega na stworzeniu właściwej atmosfery, szczerości i otwarcia na drugiego człowieka, na jego poglądy. To wzajemne uzupełnianie się. A nie chwalenie się własną wiedzą „co to ja wiem”. Dużą rolę odgrywa tu też ciekawość drugiego człowieka, wsłuchanie się w to co on ma do zaoferowania.

          Skąd więc ten Miłosz na początku? Bo rozmowa, o której chcę opowiedzieć, dotyczy właśnie jego. Ukazała się nowa książka o Miłoszu – „…nie jestem stąd” – ciekawy wieloznaczny tytuł – o chrześcijańskim obliczu twórczości Czesława Miłosza. Z księdzem profesorem Jerzym Szymikiem rozmawia – Marcin Witan. Dwóch inteligentnych ludzi rozmawia o trzecim, fascynującym. Wiedzą więc  co mówią, bo ksiądz profesor jest badaczem teologicznego wymiaru dzieła literackiego poety, zaś Marcin Witan jest nie tylko historykiem dziennikarzem i autorem, ale także po prostu fanem literatury pięknej.

          Pewien fragment książki można niejako przytoczyć jako jej bardzo uproszczone streszczenie. Mówi ksiądz profesor Jerzy Szymik:

          – Miłosz nigdy w mówieniu o sobie nie przekroczył granicy dobrego smaku, ani granicy ekshibicjonistycznej publiczne wiwisekcji, ale ten element żałowania za błędy był w jego wypowiedziach i tekstach mocno obecny. Czy nie lepiej byłoby umrzeć młodziej, nie pozostawiając po sobie takiego dzieła, a nie czyniąc zła? – stawiał to pytanie. Wiedząc zresztą doskonale, że odpowiedź pozna dopiero TAM.

          Czesław Miłosz już jest TAM, i poznał te wszystkie odpowiedzi. A my wciąż jeszcze jesteśmy TUTAJ, na etapie zadawania pytań. I szukania odpowiedzi. Bardziej lub mniej udolnie. Bo nie jest to łatwe szczególnie dzisiaj, gdy drogowskazy zarosły dzikim zielskiem lub pokryły się mchem zapomnienia.

          – Powiem jeszcze tak – że zacytuję po raz kolejny księdza profesora – czytam Benedykta XVI, wiem, jak głęboko i co ten człowiek myśli; gdybym jednak sobie wyrabiał opinię o nim na podstawie relacji medialnych i tego, co o nim mówią, myślałbym, że mamy do czynienia z dwiema różnymi postaciami .

          I to samo można powiedzieć o Czesławie Miłoszu. Ta książka może więc być dysonansem w dzisiejszym świecie mediów, zajętym tym, kto z kim i gdzie kopulował czy „chędożył” jak ostatnio wyczytałam w Internecie, albo też gdzie i kogo oraz z jakimi honorami trzeba pochować. I może dlatego warto sięgnąć po tę książkę by zobaczyć miniony świat od nieco innej strony. Mogę nawet powiedzieć, że osobiście na taką książkę czekałam, bez z względu na to, czy zgadzać się będę z rozmówcami w stu %-tach czy nie, gdy już ją skończę czytać.

(17.XII.2011, „Myśli na dobry dzień”, pr. I PR godz. 4.55)

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

WP Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com