Heroiczna samowystarczalnosc

766_heroiczna_samowystarczalnosc kopiaOd razu zacznę od listu, choć nie jest to początek zbyt optymistyczny:

„Wyjaśniam. Pod koniec 2014 r. czułam się fatalnie, fizycznie i psychicznie.- napisała nasza wiekowa Słuchaczka z Warszawy. – Byłam pewna że zbliża się koniec. Jaki? Bałam się, że bolesny i „nieapetyczny”. Odcięłam się od bliskich (prawie wszyscy dużo młodsi ode mnie).  Krewnych i bliskich nie-krewnych kategorycznie pozbawiłam kontaktu ze mną. Telefonów nie odbieram, wizyt nie przyjmuję, listów nie piszę.

Tylko pytaliby o zdrowie, w niczym nie mogąc mi pomóc, ale i widzieli by we mnie swoją starość… Najpierw zupełna pustka w głowie. Pani wiedziałaby jak ją wypełnić. Ja nie. Dla mnie Bóg to przede wszystkim „instancja” do której kieruję mój zachwyt cudami przyrody, podziw dla niektórych ludzi, i ich dzieł. Jak najmniej roszczeń! I tak umrzemy; Nie ma powodu abym to ja była pupilem. Przecież i tak przeszłam przez długie życie”

Co za smutny list! Na ogół ludzie w starszym wieku, szczególnie ci którzy są w Domach Opieki, spragnieni są kontaktów z bliskimi. Wręcz skarżą się że wszyscy o nich zapomnieli i nikt ich nie odwiedza. A tu – zupełnie odwrotna sytuacja – zamknięcie się na innych.

Kilka lat temu byłam w tym domu z którego pisze nasza Słuchaczka. Byłam tam z wizytą, wraz z moją sąsiadką, u jej znajomej. Zresztą odbywał się tam wtedy piękny koncert dla pensjonariuszy, wykonywany przez podobne im osoby, też pensjonariuszy tylko  z innych domów opieki. Sala wypełniona była osobami starszymi, niektóre dotarły tam z pomocą pielęgniarek, które trwały przy nich do pomocy. I tak sobie myślałam o tych obcych rękach podtrzymujących gasnące życie. Rękach być może sprawnych i zręcznych ale przecież jednak obojętnych. Szłam korytarzami tego Domu Opieki, w którym są jednoosobowe pokoje, z łazienkami i własnym balkonem, śliczne pokoje wypełnione osobistymi drobiazgami. .Przechodziłyśmy też obok kaplicy, puściuteńkiej. Zawsze mi się zdawało że kaplice w szpitalach czy Domach Opieki będą zawsze wypełnione. Ale nie. Zawsze – to są puste. Co za paradoks. Bo to w nich jest przecież prawdziwe źródło życia.

A teraz ten list.

Rozumiem, że człowiek stary i schorowany ma dość zgiełku świata. Sama czasami zastanawiam się, czy jest sens jechać na święta do dzieci, bo jest to czasem uciążliwe, a już na miejscu wypada mieć dobrą minę wbrew sobie, bo stare oczy bywają złośliwe i krytyczne, i trzeba się hamować żeby nie wyskoczyć z jakąś swoją „prawdą” której potem można żałować. Nudzę się też czasami, ale w życiu bym sobie nie odmówiła takich wizyt. A jeśli ktoś chce przyjść do mnie, to tylko szeroko otwieram ramiona, pomimo że ledwie je trzymam w tej pozycji…. Jeśli nawet nie mamy osobistej przyjemności w kontaktach z rodziną, jeśli – jak mawiają skrupulanci – chcemy im zaoszczędzić widoku naszej starości i słabości, to jednak trzeba się wysilić choćby dla ich dobra. Właśnie żeby widzieli jak wygląda starość. Prawdziwa starość. Wraz ze swoimi słabościami i udręczeniem. I ten nasz widok powinien uczyć młodych, że ich też to czeka. Że jeśli teraz komuś podadzą pomocną dłoń, to kiedyś ktoś poda ją i im.

Jest jeszcze jeden aspekt tego podejścia. Ludzie czasami wyznają taką zasadę że jeśli nie mogą komuś odpłacić podobnie, to lepiej w ogóle wyrzec się takiej pomocy. Żeby nie być nikomu nic winnym. I to jest najwyższy przejaw ludzkiej pychy. Tak zwana „heroiczna samowystarczalność”. W imię tej zasady ludzie unoszą się tzw. „honorem” bo uważają że jak nie mogą okazać wzajemności, to zaciągają jakiś dług. Wolą by to inni mieli wobec nich takie długi wdzięczności.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Jest taki Ktoś kto chce nam wszystko ofiarować darmo. A szczególnie – życie wieczne. A czego w zamian oczekuje? Na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć sam.

(7. 04.2015 r.)

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com