Ostatni walc

Chciałam się podzielić swą fascynacją, a tymczasem tylko jedna osoba to polubiła na mojej facebookowej stronie…. Tylko jedna! Przesłałam też innym, a i tam nikt się nie odezwał. Znaczy – nawet nie odsłuchał…. A był to piękny obrazek dobrany pod muzykę, „Ostatni walc” Dymitra Szostakowicza, prawie 7 min, sala balowa i ta cała dramaturgia. Tańczące pary, ukradkowe spojrzenia, ręce szukające się, znajdujące, rozstające, suknie wirujące dokoła smukłych sylwetek, męskie fraki i mundury kapiące złotem – patrzymy, słuchamy, a w sercu robi się coraz ciaśniej, coraz trudniej tego słuchać. Ale nie można przestać. Boli, a jednak dotykając bolących miejsc czujemy dziwną słodycz. No i na koniec ten wytrzeźwiający napis „To se ne vrati”.

Odkąd zaczęłam swoją przygodę z Internetem, powolutku przyrasta i moja wiedza o nim. A że uczę się powoli, to cóż?  Nie od razu Kraków zbudowano,.

W ogóle to nie lubię wszelkich urządzeń elektrycznych i elektronicznych Po prostu nie ogarniam ich działania, więc zawsze się boję że albo coś popsuję, albo w ogóle zaprowadzą mnie one tam gdzie nie będę chciała iść. Już w zamierzchłych czasach miałam problem z pralką. Kupiliśmy tę pierwszą w życiu, była produkcji jugosłowiańskiej, więc niezła jak na tamte czasy, trzeba przyznać że i bardzo solidna to była robota. Działała kilkadziesiąt lat. Zaraz po tym zakupie wszyscy domownicy szybko się nauczyli ją uruchamiać. Tylko nie ja! Mój swobodny kontakt z nią zaczął się gdzieś tak po roku….. I tak jest ze wszystkim. Ostatnio mam nową kuchenkę gazową, już z elektrycznym piecykiem. Od kilku miesięcy, kiedy to po sprawdzeniu szczelności przewodów okazało się, że gaz się ulatnia w poprzedniej. Jestem strasznym tchórzem pod podobnymi względami, i po dwóch dniach już miałam nowy sprzęt. Jakoś się nią tym razem posługuję już bez lęku (ma nawet wbudowaną zapalniczkę, co było głównym problemem), i tylko pozostał jeszcze ten piekarnik. Czeka na inaugurację. Czeka i czeka. Przepis na jabłka z kruszonką też czeka.

Ale wracając do komputera. Przeważnie moja wiedza się poszerza w miarę jak rosną wymagania. Czyli jeśli potrzebna mi jest jakaś nowa funkcja, to się dowiaduję jak to działa i powoli wprowadzam. Tak też było z facebookiem. Mój pomocnik mi go założył, a teraz uczę się to obsługiwać. Już zamieszczam własne posty, zapraszam znajomych, odpowiadam i lajkuję. Ot, taki ze mnie mały prymityw. Ostatnio skupiłam się na gromadzeniu wirtualnych znajomości, oczywiście wśród realnych znajomych. Wyszukuję ich w Internecie, i zapraszam. Czasem systemem łańcuszkowym. Aktualnie powysyłałam zaproszenia do bardzo wielu znajomych i krewnych. Najbliżsi już mi dawno poodpowiadali, niektórzy monitowani ustnie, ale znalazłam więcej osób, które też mnie dobrze znają. No niestety, jakoś to idzie niemrawo. A nawet wprost przeciwnie, bo deklarują się jako znajomi czytelnicy moich felietonów na stronie internetowej, zaś prawdziwi kuzyni milczą. I to też jest jakaś nauka. A może nawet nauczka. No bo jak ocenić fakt, że ktoś odpowiedział pozytywnie, choć znam go tylko np. z jego twórczości, a bliski kuzyn czy kuzynka milczą? Ciekawe.

No ale wiele zrozumiałam, gdy bardziej zagłębiłam się w tym temacie. Mianowicie znalazłam historyjkę obrazkową, jak to stoi sobie trumna z nieboszczykiem, dokoła niej wiele pustych miejsc dla żałobników, a z boku dwie osoby rozmawiają między sobą: „A opowiadał że ma tak wielu znajomych i przyjaciół na facebooku”.

12.10.2016

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

WP Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com