Przerwana linia

Gdy w śmietniku wyrasta nagle stos plastikowych worów i starych mebli to już wiadomo, że umarł kolejny lokator. Ale te sterty nie tylko wtedy się pojawiają. Tym razem była to kupa staroci z mojego mieszkania, bo potomkowie postanowili pomóc mi w domowych przemeblowaniach, i zaczęło się dziać, oj zaczęło. Bo nie ma jak tacy rodzinni dobroczyńcy. Kilka tygodni wycięte z życiorysu. Wymiana szafek kuchennych (teraz nowe to prawdziwa taniocha!),wymiana mebli – starych na nieco młodsze, z odzysku; wyrzucanie rzeczy niepotrzebnych (które jakby za dotknięciem czarodziejskiej różczki natychmiast po wyrzuceniu okazują się konieczne, niezbędne i bardzo potrzebne). Oczywiście taka akcja nie jest jednorazowa, trwa to tygodniami żeby zgrać wszystkie czynności z osobami pomagającymi. Taka gra w klasy.

Oj, a skąd mi przyszły na myśl te klasy?

Już wiem, to Dzień Nauczyciela, tak nazywany popularnie. Przeżywałam go najpierw jako uczeń. Potem jako belfer, a teraz jako rodzina uczniów. Ten ostatni etap już mnie aż tak bardzo nie wzrusza, jestem od tego dość oddalona, Czyli – przeżywam raczej intelektualnie i ogólnonarodowo niż indywidualnie. Ostatnio powszechnym tematem są zapowiadane zmiany w szkolnictwie. Jak zwykle są zwolennicy i przeciwnicy. Tyle że z latami te grupy utożsamiają się rządem lub opozycją, a nie z konkretnymi argumentami. Co prowadzi do tego, ze czasem ludzie przeczą samym sobie, bo zmienili miejsce siedzenia. Ja osobiście cieszę się że wreszcie będzie likwidacja gimnazjów bo uważam że co najmniej dwóch moich potomków straciło swoje szanse naukowe przez te zawirowania. A naprostować takie ścieżki nie jest łatwo.

Jak ma się pierwszy dzisiejszy temat o domowej rewolucji do spraw szkolnych? Wbrew pozorom – ma nawet duży. Bo sporo miejsca w moim domu zajmują książki, w tym – książki szkolne i uczelniane. Choć z drugiej strony obserwuję teraz z bliska takiego jednostkowego studiującego, i jego główną pomocą szkolną jest laptop.

Nauka dziś polega – jak wynika z tych moich obserwacji – nie na ślęczeniu w bibliotece, gromadzeniu zeszytów z notatkami, ale na wywalaniu się po kanapie z laptopem – w różnych konfiguracjach. A z książkami w domu nie wiadomo co robić. Wyrzucić żal, oddać nie ma komu (choć na Powiślu jest taka księgarnia – schronisko dla niepotrzebnych książek, ale jak tam je donosić całymi naręczami? No i potem leżą w coraz wyższych stosach, że nawet do nich zajrzeć trudno, a co mówić o odszukaniu jakiejś konkretnej interesującej pozycji).

Wiele osób ma problem z wyrzucaniem starych rzeczy. No bo powstaje w tym momencie pytanie – czy to stary śmieć czy już zabytek? Ile takich zabytków wyrzuciłam a ile śmieci jeszcze jest w moim domu? Kto to zliczy. Do dziś żal mi pliku starych pocztówek, nawet nie zajmowały wiele miejsca ale przy jakichś porządkach podarłam je i poszły do śmietnika.

Inna sprawa to poziom wykształcenia. Tyle teraz namnożyło się tych szkół, rodzajów studiów, szczególnie zaocznych. Znajoma pani miała niedawno miłe przeżycie jak okazało się że ma magisterkę po Politechnice Warszawskiej, a wszyscy inni na jej poziomie tylko te jakieś licencjaty z zaocznego zarządzania . Mam też taki przypadek, że wnuk profesora i syn akademickiego wykładowcy chce być po prostu piłkarzem. I przerywa tę piękną rodzinną linię wykształcenia humanistycznego. No ale znakomitych piłkarzy na świecie jest tylko kilku, a każda szkoła potrzebuje humanistów. I co nas czeka? A kto w takim razie będzie dostawał Nobla? Czy w ogóle będzie się wiedziało co to jest takiego ten Nobel?

14.10.2016

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com