Jesienne wypominki

Podczas niedawnego Święta Zmarłych ja też udałam się na cmentarz. Gdy jechałam w tamtą stronę jeszcze pogoda była jaka-taka, ale później rozpadał się deszcz, jakby i niebo płakało nad umarłymi. Ale przecież oni już są – jak to się określa – w Domu Ojca, więc ani pogoda. ani nasze ziemskie sprawy już dla nich nie istnieją. Chociaż może trochę też, bo przecież liczą się nasze modlitwy w ich intencji.

Moja znajoma opowiedziała mi jak co roku robi jednorazowe wypominki swoich zmarłych. Przypomina ich sobie i notuje na karteczkach. Robi to systematycznie i w określonym porządku – znajomi, przyjaciele, krewni wg rodzin itd..Co prawda w ubiegłym roku spisała sobie całą listę z myślą o przyszłości, zapakowała do papierowej teczki, i schowała na następną okazje, czyli na teraz . Tylko że w tym roku w ogóle nie może tej teczki znaleźć a domu….

Wywnioskowała w tego, że widocznie trzeba tych swoich zmarłych co roku wspominać od nowa, od samego początku. No i coś w tym chyba jest…

Kościół proponuje nam wypominki jednorazowe lub całoroczne, oprócz modlitw w dni 1-szego i 2-giego  listopada. W tym roku mamy to już za sobą, ale comiesięczne wspominanie  nas jeszcze czeka. Słyszałam o takich obyczajach na prowincji, że opłata za każde nazwisko do wypominania jest określona, a nie była to kwota mała. No cóż, pewnie są jakieś powody ku temu. W naszej parafii można sobie je też zamówić i płaci się „co łaska”. Ba, nawet po kolędzie przydarzyło mi się że zapomniałam wręczyć kopertę, a ksiądz pognał dalej do kolejnych lokatorów i tyle go widziałam. Już go nawet nie dogoniłam, gdy się sama zorientowałam o moim gapiostwie. Potem miałam dylemat, jak to załatwić aż pozostawiłam sprawę do następnego roku….

W Zaduszki delegacja parafialna z naszymi księżmi wędruje na cmentarz by nawiedzać groby naszych księży którzy nam niegdyś służyli. Oczywiście tych, którzy są tam pochowani. To też piękny obyczaj.

A ja wędrując wśród grobów usłyszałam, jak to jakaś pani skarżyła się, że cmentarz odwiedza teraz tylko w takie święta, jak Wszystkich Świętych i Zaduszki, gdy jest na nim dużo ludzi, bo w dzień powszedni boi się chodzić sama, że ją ktoś napadnie. Ot, jakich to czasów dożyliśmy, że zbójcy na podróżnych czyhają nie tylko na bezdrożach miast…

Staram się oprócz rodzinnych, odwiedzić i inne groby – ludzi których znałam, a teraz już nie ma wiele osób które mogą ich pamiętać i wspomnieć. Są to zaledwie rówieśnicy moich rodziców. I taka to jest teraz ta prawda czasu i prawda ekranu.

Od tego tematu już tylko jeden krok do wniosków jakie powinniśmy wyciągnąć „na dzień dzisiejszy”, jak mawiają erudyci i puryści. A choćby po to, żeby kiedyś tam (kto wie, kiedy?) – i o nas ktoś mógł powiedzieć jakieś dobre słowo. Jako wzór do naśladowania możemy mieć właśnie tych, których teraz wspominamy sami. Ta refleksja może nam dać odpowiedź na pytanie, co pozostaje po człowieku, i nad czym może pracować póki jeszcze czas. Ale tego dylematu już nie będę rozwiązywała. To każdy musi znaleźć sam dla sobie.

Natomiast z mojego własnego doświadczenia zauważyłam, że coraz mniej spotykam się z ludźmi, poprzestaję na kontakcie internetowym lub telefonicznym. Na kontakcie – jak mniemam – duchowym. Zauważyłam to tez w momencie bilansu do wypominków. Że więcej mam znajomych i przyjaciół zmarłych niż żywych. Oj, coś ten bilans nie jest za ciekawy. Jak go zmienić? Może ktoś z Pastwa mi coś podpowie.

8.11.2016 r

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com