Oczy Ośmiornicy

Znowu wpadłam po uszy w stary serial. To „Ośmiornica” na kanale „Historia”. o włoskiej mafii. W poprzednim cyklu MYSLI zresztą już o tym wspomniałam.  Wcześniej naczytałam się książek o mafii – szczególnie Roberta Saviano, ale też Jurgena Rotha którego najnowsze książki dotyczą naszych polskich tematów, ale interesował go także temat mafii.  Filmowa „Ośmiornica” to sieć powiązań polityczno-spłeczno -gangsterskich, i czasami nawet myślę sobie czy to przypadkiem Opatrzność się tak nie zdenerwowała na Włochów za te mafie, że spotyka ich teraz tyle nieszczęść.

Ta „Ośmiornica” to film wciągający, i choć dzieje się nie na naszym terenie, to sama zasada działania już rozlała się po całym  świecie i zło przenika niejedno współczesne społeczeństwo. Film jak film, trochę się postarzał, ale wiąz ogląda się go z napięciem.

Chciałam jednak zwrócić tu uwagę na pewien szczegół, na tymże przykładzie. Otóż wielką rolę w tym obrazie odgrywają – ludzkie oczy. Pamiętamy je jeszcze długo po czasie jak zgaśnie telewizor. Pamiętamy też jakby bardziej spojrzenia bohaterów niż ich inne cechy. Jak gdyby tymi oczami chcieli nam przekazać coś głębszego, jakąś ważną prawdę. Pewnie nie nadaremno twórcy filmu zastrzegają się w czołówce, że cała akcja i ukazane w niej realia są tylko wytworem wyobraźni. Ale te oczy aktorów przekraczają jakby bariery fikcji i opowiadają nam całą najgłębszą prawdę.

Ludzkie oczy! Najpiękniejsze w świecie filmowym miał chyba Paul Newman, takie najbłękitniejsze. Aktorzy oczami potrafili wyrażać tak wiele! Po obejrzeniu filmu często właśnie jakieś szczególne spojrzenia bohaterów pozostawały w pamięci widzów. Teraz  jakoś tego tak nie odczytuję.

Może nie na darmo mawia się że oczy są  zwierciadłem duszy. Te dzisiejsze zwierciadła już są zbyt mało czytelne. Dochodzą do tego soczewki jakimi czasem się posługują ludzie. Dzisiejszemu ludzkiemu spojrzeniu bezwzględnie brak jest  autentyzmu, siły, otwartości. No i uroku. To zbyt delikatny sposób porozumiewania się żeby go jakoś profesjonalnie wyćwiczyć.

Teraz bardziej liczą się gesty ciała, tak zwana „mowa ciała”, niż szczerość spojrzenia. A tych gestów teraz ludzie uczą się na specjalnych kursach, żeby ich przekaz wydawał się prawdziwy i autentyczny. Bo obecnie nie wystarczą same słowa, trzeba je poprzeć odpowiednimi  ruchami ciała, głównie rąk. I dochodzi do tego, że owszem – widzę i słyszę jak jakiś człowiek przemawia, ale jednocześnie obserwuję jak usilnie stara się podkreślać swoje słowa i w końcu nie wiem, czy to on kłamie, czy kłamią jego gesty. Wyczuwam dysonans  i albo robi mi się za niego przykro, albo  czuję się oszukiwana. Obie opcje są bolesne dla mojej inteligencji. No ale przecież nie ma zbyt wielu ludzi którzy mają na tyle czasu, by to w ogóle analizować i obserwować, i w biegu łykają wszystko jak cieple bułeczki.

Kiedyś modna była tak zwana grafologia. Po charakterze pisma próbowano rozszyfrowywać intencje piszącego. Teraz to i tak na nic, bo pisze się mechanicznie. Następna to była mowa ciała, co mówią gesty człowieka poza jego  słowami. Lub i bez słów. Teraz wprzęgnięto tę wiedzę w służbę komunikacji międzyludzkiej. Ale wcale nie po to, by uszlachetnić przekaz ale aby go zastosować do konkretnego celu. A jaki to cel? Niech każdy to sobie sam dopowie.

9.11.2016 r

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com