Misja na naszą miarę

Czas żniwa czy czas siewu? – zastanawiałam się w jednym z dawniejszych felietonów. A nawiązywałam wtedy do ostatniego okresu życia ludzkiego, czyli do wieku bardzo dojrzałego, Bardzo mocno dojrzałego. Ale możemy też mówić o tym w kontekście naszego dnia codziennego. Siejemy, czy zbieramy? Czasem dzieje się tak niemal jednocześnie.

Usiadłam na chwileczkę przy kiosku warzywnym u nas, na rogu ulicy. To jest moja pierwsza meta po wyjściu z domu. Po kilkudziesięciu metrach muszę przysiąść. A potem już jest z górki. Akurat była środa Popielcowa, szłam na mszę o 12.00 w południe. Wracając w sumie po dwóch godzinach – bo w drodze zaliczyłam sklep, znów zatrzymałam się przy warzywniaku i ucięłam sobie pogawędkę z Panem Heniem, właścicielem i personelem w jednej osobie. Opowiedziałam o tym, że wracam z głową posypaną popiołem, i podzieliłam się

Informacją o nabożeństwach w tym dniu, aż po ostatnie dodatkowe terminy – o ósmej, i o wpół do dziesiątej wieczorem. Pan Henio bardzo się tym zainteresował i stwierdził, że pójdzie na ostatnią godzinę. Na ósmą może jeszcze by nie zdążył wyszykować się po pracy.

I tak moją jakby przypadkową informacją przyczyniłam się do tego, że Pan Henio pomyślał tego dnia o Panu Bogu, odwiedził go i pomedytował nad sobą, Bo czymże jest sypanie głowy popiołem jak nie autorefleksją?

Ktoś pewnie zapyta – co ma wspólnego Popielec i jakiś Pan Henio – z dzisiejszym Ad Gentes? I co to za misje? A ja na to odpowiem – nasza misja trwa bez przerwy. Wciąż mamy być misjonarzami, w każdym momencie naszego życia. I zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie mógł skorzystać akurat z naszego świadectwa.

12.03.2017 r

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com