Wola życia wiecznego

Trudno jest dokładnie rozdzielać te dwa pierwsze dni listopada, Wszystkich Świętych i Zaduszki. To tak jak w życiu – smutek przeplata się z nadzieją i radością. Albo tak jak na ostatnim uroczystym rodzinnym obiedzie, gdzie wśród reszty gości – byłyśmy we dwie w podeszłym wieku, kiedy naraz wesoła rozmowa zeszła na bardziej praktyczne tematy i przyziemne, nawet o zabarwieniu wiecznym, a mianowicie jak chcemy być ubrane do trumny. W sukienkach czy w paltociku, itd. Nasze prababcie nawet miewały w szafie gotowe komplety trumienne, łącznie z butami, i nikt się temu nie dziwił. Zresztą były wtedy, co zapamiętałam (pewnie są też i teraz) specjalne buty do trumny, na tekturze. Bo już przecież nie grozi chodzenie po wodzie czy śniegu…

No ale do wieczności trzeba przygotowywać się także  i duchowo, więc zapisałam się na rekolekcje dla seniorów w podwarszawskiej Falenicy, u Jezuitów, bliskich mojemu sercu od dziesięcioleci z pewnego konkretnego powodu. Wypełniłam formularz, dostałam potwierdzenie i polecenie dokonania przedpłaty. Obok adresu trzeba było dopisać: „Opłata za szkolenie”. W Falenicy odbywają się też i szkolenia, ale akurat w tym kontekście – rekolekcji dla staruszków – brzmi to i radośnie, i dwuznacznie. No ale jak człowiek ma ten ciąg, a nawet właściwie pociąg do wieczności, to i szkolenie też się przyda. I wcale bym się nie pogniewała gdyby w drodze – na te rekolekcje oczywiście – towarzyszyła mi jazzowa melodia „Gdy wszyscy święci idą do nieba…”. Bo jeśli chodzi o dynie, to robię je tylko do słoików na zimę. 1.11.2018,

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

WP Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com