Dzień maluczkich

Niedawno dość przypadkowo natrafiłam w telewizji na historię pewnej wsi z Łódzkiego, nad zalewem Jeziorsko, nazywa się Siedlątków. 32 rodziny, niewiele ponad 100 osób, Parafia św. Marka Ewangelisty, i proboszcz Grzegorz Czaja który spaja tę maleńką społeczność. Mówi (cytuję):  Sam nie wiem, czy żyjemy tu bardziej jak w rodzinie, czy bardziej, jak pierwsi chrześcijanie. Wiem jedno, że kiedy ze wszystkimi we wsi jest się na “ty”, kiedy każdy wie o każdym jeśli nie wszystko, to bardzo wiele, to rodzi się silna więź między ludźmi. I myślę, że ci przyjeżdżający “z zewnątrz”, z “wielkiego świata” też to czują – przekonuje. – My tu wracamy do korzeni, jesteśmy obok siebie i każdy na każdego może liczyć – mówił ksiądz Czaja.

         Nie będę opowiadać o dalszych szczegółach, można poszukać w Internecie. W każdym razie warto – szczególnie w taki dzień jak dziś, poświęcony ubogim, pomyśleć o ludziach żyjących inaczej, niż my. A mówiąc  – my – mam na myśli wielkie miasto, no niech to będzie i Warszawa. Przechodziłam niedawno podziemiami przy Dworcu Centralnym, co za ruch! Ludzie ciągną walizki, idą z pociągu lub na pociąg, spieszą się, samochody stoją pod światłami na torach tramwajowych i tamują ruch, obok Złote Tarasy wypluwają kolejne porcje przechodniów, gdzie autobusy mają końcowe przystanki,  pobliskie wieżowce rzucają cień.

         A tam w Siedlątkowie wije się wąska steczka między łąką a polem, kurom trzeba podebrać jaja, psa odwiązać na noc, a w kościele już dzwonią na nieszpory. Taka to dola. 18.11.2018

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

WP Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com